|
|
czwartek, 08 lipca 2010
No i po Helu
Trasa miało być bosko... i było. Do wyjazdu miałem wrażenie, że mam kolejny pomysł czyli coś musi runąć. I poniekąd się nie myliłem. Wychodziłem z założenia, że jak pół roku wcześniej trąbie wszystkim o trasie to każdy do niej się przygotuje mentalnie i finansowo. No dobra. Nie wspominałem nikomu o kosztach, ale chyba można conieco przewidzieć. Trudno Winczi się w końcu fochnął i odszedł z NieNegatywnych. Nie do końca wiem czy dobrze ale se radzimy. Tzn nie radzimy... potrzebujemy takiego wokala jak Winczi. Kij jak se nie radzimy to se poradzimy. No i pojechaliśmy. Pełni obaw czułem się niezmiernie fajnie jak mój stary merc dokulał się do Wrocławia. Jak to u nas w firmie się mówi jak samochód przejedzie przez św. Ankę to będzie jeździł (chodzi o górę św Anny na autostradzie A4). Wrocław minął szybko... za szybko wpadło ponad dwiedychy za ok 40 min grania. Dłużej szliśmy z parkingu niż grali! No to powrót szybkie liczenie i wyjazd w kierunku Poznania. Na wylocie zakupy w tesco i Pani na stoisku monopolowym, która nie potrafiła uwierzyć, że jestem pełnoletni. W Żmigrodzie odbiliśmy na Milicz, za stawami milickimi w lewo. Pierwsze podejście do noclegu na polanie odpadło w ciągu kilkunastu sekundy było więcej komarów niż liter w tym tekście. Szybko w samochód i jazda przez las "utwardzoną" drogą mostek nad jakąś rzeczką i mała polanka pomiędzy lasem i rzeką. To było nasze nocne pole namiotowe. Ha! i komarów też. Upał termometry wskazywał ponad 20 st C a my bluzy długie spodnie! NIE! Wkurzony pojechałem do pobliskiego mikromarketu i kupiłem coś na komary i nalewki bo te zakupione w tesco mogły nie wystarczyć. Komary jakby odpuściły ognisko płonie namioty rozłożone. Hitem ogniska szybko stała się piosenka o łatwo przyswajalnym refrenie "Pijemy wino przy tym ognisku bo tutaj napewno nie dostaniesz po pysku". Kiedyś ją nagramy i będzie to ogniskowym hitem. Winsko (czytaj Jabol) w pewnym momencie niczym postrzelony mesershmit zrobił 2 okręgi nad ogniskiem utrzymując ciało pod kątem 45st na zewnątrz od ogniska, po czym padł! No i impreza powoli umierała. Jak nie trudno się domyśleć Poznań kolejnego dnia był poprostu skaraniem za alkoholową libację dnia poprzedniego. Nie wiem czy gorsze było granie na deptaku w takim słońcu, że Biziego klawisze miękły od ciepła, czy to co czekało nas później. W planie był nocleg nad jeziorem Kaliszańskim. Przypadkiem przejechałem drogę na Budzyń, tylko przez to, że była zaraz za stacją na której robiłem zakupy. Zimna Pepsi w samochodzie zrobiła taką furorę, że nie pamiętam wiele z tych chwil. W każdym razie gdzieś w powiecie chodzieskim znaleźliśmy aptekę. Oczywiście coś na komary... VitB Pani farmaceuta proponował brać po 2 tabletki raz dziennie, i kruszyć do namiotu. Każdy z nas od razu dostał po 2 tabletki ... no Bizi 4 ale on jest odporny. Pod apteką samochód stał pod górkę. Niczym na górze żar, kiedy winsko chciał go odpalić samochód nie odpalił ale toczył się pod górkę... ok uwierzmy, że miał wciśnięte sprzęgło. Prawie półtora godziny poszukiwania noclegu! I głęboka rezerwa w baku. Znaleźliśmy miejsce na namioty. W sąsiedztwie miłych innych lokalnych turystów. Jakie było ich zdziwienie że przejechaliśmy 400 km, żeby rozbić namiot nad tą sadzawką. Po powodzi obrzeża były jeszcze przesiąknięte wodą. Było mokro wszędzie! No i czas na pierwszą kąpiel. Było bosko! Grill, piwko jakaś muzyka plotki, już znacznie mniej alkoholu. Rano śniadanie pakowanie auta... i zonk! Muzyka, ładowarki, światła... czyli czeka nas pchanie aby odpalić. w201 nie należy do najlżejszych jego masa bez załadunku to ponad 1300 kg. Po błocie no normalnie było bosko! Jedziemy w kierunku Mielna! Obiad w Koszalinie w samochodzie rozlega się "Masuj mi jaja, jaja mi masuj" i wjazd do Mielna! Kiedy weszliśmy na mielecką plażę uśmiech nie schodził z ust! Nie miałem tak szczerego uśmiechu na zdjęciach jak na tych z tej plaży! Pierwszy kontakt z morzem i ... wiedziałem, że nie może być zbyt piękne. Ja naprawdę nie wiem, który żartowniś se w rubryce "temperatura wody" wpisał 17 st C! Ceny pól namiotowych w Mielnie były zbyt wysokie jak na nasze możliwości. Po odwiedzeniu plaży nudystów, przejściu przez wydmy trafiliśmy nad jezioro Jemielno. Hm miejscówka była wspaniała w lesie, daleko od ulicy, nad wodą. Ognisko kiełbaski, wódeczka ralf rozdał po przydziale papieru toaletowego i w trójkę... później jeszcze machnęliśmy resztę wódki i spać. Jak to pod namiotami o 8.30 pobudka! Nie, że byliśmy śpiący słońce w twarz, plecy bolały poprostu lepiej było stać. 9.45 z daleka widziałem jak terenowy daewoo tico przebija się w naszą stronę. 70 letni wędkarz postanowił przyjechać na ryby. Pilnował stanowiska do 22. szybko pozbieraliśmy się i czas podbijać Mielno. Furorę robiły Ona, To Nic, Uśmiechnij się, Ragga. Dwa podejścia i całkiem zadawalający wynik. Parking wykupiliśmy na cały dzień z góry. Obiad... poszaleliśmy bo poszliśmy na schabowego z ziemniakami. Była mizeria ze słodzoną śmietaną bardzo dobra polecam! Bizi wcinał pepitki bo czarusie się skończyły. Pochodziliśmy jeszcze po Mielnie. Przed 22 byliśmy na naszym miejscu. ognisko kiełbaska... lis. Rudzielec! Byłem jemu przeciwny przy pierwszym podejściu jak zwinął pierwszą kiełbasę śląska. Reszta była nim zachwycona. Do czasu kiedy nie zabrał kolejnych 4 podwawelskich i ostatniej śląskiej. Zostawił przynajmniej chleb. No tak jak ja pierwszego dnia panikowałem przed sarenką to się ze mnie śmiali, ale kiedy mieli iść do namiotu to mieli kupę w gaciach bo lis grasuje. Rano kierunek Władysławowo, zachwalane przez wszystkich moich znajomych. No niby kurort, ale jakoś nas nie zatrzymał. Pojechaliśmy na Hel. Samochód na pobliską posesję zamienioną w Parking. Instrumęty w ręke i idziemy na deptak. 4 kawałki i w kółko. Podszedł jakiś facet i zaprosił nas na scenę na bulwar. Stała tam normalna scena z normalnym nagłośnieniem. Połowa zespołu miała ogromne opory ale paczka papierosów złamie każdego. Po pierwszym koncercie dostaliśmy propozycje pozostaniania na helu i zagrania kolejnego dnia dłuższego setu niż 4 piosenki.... reszra jutro
sobota, 08 maja 2010
nie tak jak powinno
Kiedy już myślisz, że masz długą prostą nagle jest wąsko, stromo, ale nadal prosto. I znów wpadam w wir pytań egzystencjalnych. Czy warto, a na co mi to, a co ja z tego mam. Warto se je zadawać? Można krzyknąć PAS i koniec. I nagle zamyka się karta w historii. Po co człowiek musi być kimś? Nie warto być sobą i myśleć tylko o sobie? Za dużo pytań na które nie potrafię sobie odpowiedzieć. Chcesz wszystkim zrobić dobrze i Ci wychodzi tylko dlaczego ja z tego nie czuję satysfakcji? Przecież ludzi się poznaje po ich czynach. Nie znam siebie. Jestem tchórzem. Ta jestem spod znaku wagi a my wszystko 100 razy analizujemy. Po co? Nie wiem ale to się sprawdza.
sobota, 10 kwietnia 2010
10.04.2010 Tragedia w Smoleńsku
"... 10.04.1940 Przewożą nas wagonami więziennymi chyba do stacji Smoleńsk... " to zapiski żołnierza w filmie A. Wajdy "KATYŃ". Dokładnie 70 lat później delegacja polski z Prezydentem Lechem Kaczyński na czele (wraz z Marią jego małżonką), dowódcami sił zbrojnych RP, wicemarszałkiem RP, posłami RP, byłym prezydentem RP, prezesami PKOLu, NBP, IPN; ginie w tragedii prezydenckiego samolotu pod tym samym Smoleńskiem gdzie w 1940 roku przeładowywano ówczesną elitę II RP aby dowieść ich na miejsce zbrodni. Tym razem elita nie dojechał do KATYNIA... Siedzę sobie z Grabą w McDonaldzie pije kawę i dzwoni do mnie tata: "Słyszałeś, rozbił się polski TU 154 z parą prezydencką na pokładzie... nikt nie przeżył..." Kiedy usłyszałem jego pierwszy ton głosu wiedziałem, że ktoś zmarł. Nie uwierzyłem w tą informacje. Dzwonie do ralfa, żeby sprawdził info na onecie. Słyszę, że on widział artykuł, ale (tonem pytającym) ten samolot pusty leciał to nawet tego nie czytałem... i zwisł net. Dobra w Mc'ku mają neta no i już się potwierdziło. Nikt w to nie wierzył. Tragedia. Stoję na parkingu, przez środek po przekątnej placu przechodził facet ciągnąc za sobą wózek ze złomem... "szkoda ich, taka tragedia" zwrócił się do mnie " ciężko w to uwierzyć tak wspaniałych ludzi coś takiego spotkało..." I tu mu przyznam rację. Nie należałem do sympatyków PiS, ale szkoda ludzi. To będzie dla nas wielki test demokracji. W RP zabrakło nagle kilku znakomitych osób. Przeglądałem komentarze mieszkańców USA na portalu yahoo.com. Dziękuje za wszystkie słowa otuchy dla Narodu Polskiego, i nie, nie uważam że to spisek KGB...
piątek, 02 kwietnia 2010
1.04.2010
No normalnie kocham ten dzień. Można niewinnie... ok trzeba robić niewinne kawały. Zaczął drożdżu. Nasz szóstkowy magazynier. Jak co dzień podstawiłem się pod rampę no i patrzę jedzie drożdżu z lodówką. Na rampie było jeszcze kilku magazynierów Franc i Rafał. Nagle drożdżu stracił równowagę i karton z lodówką w środku runął na ziemię. Ja się starałem łapać magazyniera franc się złapał za głowę a Rafał zdębiał. W ten oto zabawny sposób rozpoczął się dzień prima aprilis. No to łapiemy za telefon i dzwonimy do Stanisława. Stanisław kolega kierowca z firmy. "Stasiu, mam dla Ciebie złą i lepszą informację." Stasiu: "Oby dwie są złe dla mnie?" Ja: "Tak" S: "Dawaj lepszą" J:"Będziesz miał miejsce żeby założyć taki filtr stożkowy na masce" S: "Jak? Co? Ile?" J: "Andrzej (ksywa otwieracz bo to nie pierwszy samochód który już otworzył windą w samochodzie ciężarowym) trochę, cofał spod mag1... " S: "Je..ny otwieracz które to już jego auto ... (tutaj padło kilka epitetów)... (i cisza w słuchawce)... no to gratulacje haha normalnie od razu ciśnienie mi skoczyło" Kawał Stasiowi wszedł aż miło było słuchać. 15 minut później podobny kawał wykręciłem mojemu kierownikowi taboru. "Jacek, bo jak cofałem jakoś nie zauważyłem Rysia (magazyniera) samochodu i otwarłem go od błotnika do tylni zderzak, może podjechać z drukiem oświadczenia?" Jacek: " Nie, oni zawsze tak zostawiają auta tam nigdy nie ma tak podjechać będzie miał nauczkę..." hm trochę mi zajęło tłumaczenie Jackowi, że ja tylko robiłem mu kawał. A jak już zakumał poleciało kilka gróźb karalnym w moją stronę :D. Najbardziej tego dnia to było mi żal Ralfa. Szybko uwierzył że dostałem mandat za wyprzedzanie na pasach a moje konto wzbogaciło się 7 kolejnych punktów co nam dawałoby 25 pkt karnych i ponowny egzamin. Na pocieszenie stoimy w McDonaldzie i chciał mi kupić pikantnego kurczaka. Trochę byłem zdziwiony, ale kiedy mu wytłumaczyłem, że to tylko żart to obydwoje poprawiliśmy sobie humor. Taaa Ralfa nawet 2.04 (dziś) wkręcili. Dzwoni do mnie i stwierdza że Kochłowice oddzielili się od Rudy Śląskiej i są autonomiczną gminą, tak podawali w TVS... po 5 minutach dochodzi do tego, ze to była powtórka wiadomości z dnia 1.04. Fajnie, naprawdę mam za rok nadzieje, że znajomi znów wymyślą coś oryginalnego.
sobota, 19 września 2009
Schemat samotności
Nie, psia kość moje życie nie jest piękne. Fajnie, wszystkim wmawiam, że przecież mam dobrą prace, dom, z rodzicami mi się układa, mam kumpli i jest git. Robię wrażenie zadowolonego człowieka. Jest pewna rana w mojej głowie, która nie potrafi się zagoić. Zawsze dziwiłem się innym facetom, że są tacy miękcy. I co? I ja też jestem miękki. A wszystko przez dziewczynę, która wycinając mi numer wycięła kawałek mojej osoby zwanej zaufaniem. Strasznie bolało ale zaufanie to nie migdałki, że można bez nich żyć. Poznaję kobietę. Jest fajna nawet ma fajny sposób bycia, jej charakter idealnie mi pasuje. I co nagle podchodzi jej znajomy. Widzę jak się z nim wita i włączają mi się obawy. Normalnie w tym momencie organ zwany zaufanie wysłałby hormon zaufania który zwalczył by niepokój. A to zonk, moja nieokrzesana wyobraźnia zamiast rysować wyuzdane obrazy budzi lęk i nie pokój. Z racji tego, że nie lubię tych uczuć. Mojej wybranki też już nie lubię. A może by tak zaufać jej. Fakt skrzywdziła mnie, jednak kusi mnie by jej jeszcze raz zaufać. Jest fajnie ale nie potrafie zatrzymać tej obawy, że jeszcze raz przejde tą gechenne. Czy można nauczyć się zaufania? Ludzie przeż radzą sobie bez rąk i nawet grają na gitarze. Zapomnieć... hahaha zbyt trudne. Cóż pozostaje mi nadal udawaći czekać aż zaufanie odrośnie.
wtorek, 17 marca 2009
bezsilność... nie lubię tego
"(pierwsze uderzenie serca) Normalny wieczór nic nie zapowiada, że coś się może wydarzyć. Pogoda dookoła jak z najgorszego koszmaru, ale jest marzec i przyjmuję to za normę. Tak to jest normalna pogoda o tej porze roku i nawet jest prawidłowo mroczno jak na tą porę dnia. Światła samochodów z naprzeciwka rozmazują się na wilgotnej szybie. Prosta, rozglądam się na prawo i lewo chyba w poszukiwaniu wiosny bo czego innego mogę szukać. ( drugie uderzenie serca) Przez chwile z prawej strony pojawiła się twarz kobiety i nie było w tym nic niezwykłego gdyby nie fakt, że była cholernie blisko. (trzecie uderzenie serca) Moja noga już docisnęła hamulec do podłogi, spocone ręce szybko przebierają na kole kierownicy. No dlaczego ten cholerny złom nie reaguje... (po piątym uderzeniu) Stoję, niech ktoś wyjdzie zobaczyć co się stało. Ja? Ja się boję, przecież zrobiłem wszystko co mogłem to nie moja wina. (serce waliło tak wściekle że zgubiłem rachubę) ... naglę słyszę pytanie funkcjonariusza policji, jak to się stało?... nie wiem... " Opowieści kierowcy, który potrącił kobietę kilka lat temu do teraz nie potrafi sobie przypomnieć co się stało, jednego czego nie zapomni to twarzy. Kobieta przeżyła i żyje nadal i chodzi drogą jak chodziła... Uroki zawodu "kierowca"
niedziela, 08 marca 2009
Natychneło mnie
No i w końcu tu wróciłem, wiem też uważam, że fajnie. Pisze na blogu kiedy mnie coś wkurzy, ale nie tylko. Ostatnio u mnie moi drudzy czytelnicy wszystko w jak najlepszym porządku. Pracuje i praca pochłania mi prawie cały dzień, ale jak się robi coś co się lubi to człowiek nie przejmuje się tym. No i ostatnio jakimś cudem udało mi się zdać prawojazdy kat. C. I co najlepsze to udało mi się to zrobić za pierwszym podejściem. Chociaż bardzo fajnego miałem egzaminatora. Dlaczego fajny? Bo był człowiekiem a nie służbistą. Ostatnio miałem przyjemność spotkać wielu mało służbowych ludzi. Swego czasu... dokładnie 28 lutego (dzień derbów śląska) jechałem z Ewą z McDonalda. Oczywiście pojechaliśmy do maka przy ul Chorzowskiej. Jakoś tak się stało, że nie zbarałem z domu portfela, z forsą nie było problemu, raz za kiedy można koledze postawić conieco. Problem zaczął się w drodze powrotnej... Ledwo co wyjechałem z bocznej drużki z tyłu zauważyłem dwa niebieskie naprzemiennie migające światełka. Dla niezorientowanych był to patrol policjii. Pan w oczoje... żółtej kamizelce podszedł do mojego okna i wyrecytował to co zwykle recytuje podchodzą do kierowcy " Dzieńdobry KMP Chorzów, Panie kierowco proszę dokumenty, samochodu, i prawojazdy" Mieliście widzieć jego mine, kiedy bez zawahania powiedziałem "Nie mam". Po zaproszeniu do radiowozu gratis mogłem se podmuchać w alkomat. Na początku panowie mówili jak policjanci... ostatecznie przemówli ludzkim głosem i dostałem tylko pouczenie. Zostawił bym im na czekolade na tylnim siedzeniu, ale nie miałem portfela! W poniedziałek znów w Chorzowie graliśmy koncert. Graliśmy czyli NIENEGATYWNI. Przed nami wystąpili soundkillers i linkage. Troche się pokopało bo... SoundKillersi po których spodziewałem się wiele (i już się samo ciśnie na język) zawiedli. Pograli na scenie 20 minuty i to ze średnim skutkiem. Wymuszone wyciąganie publiki z krzeseł udało się i jak już wszyscy dobrze sie bawili, artuści zeszli ze sceny. Nie wiem kiedy, ale zostałem konferansjerem imprezy no i kiedy już udało mi się wymusić na publiczności zeby poprosili o bis nasi artyści tłumacząc się, że graja z playbacku i już im się płyta skończyła. Szkoda... bo kiedy Ivan z Delfinami grał z playbacku to robił o wiele lepsze imprezy niż miał grać na żywo. Linkage... w sumie ich nie słyszałem na tym koncercie bo musiałem po wojtasa skoczyc na halembe. Dostali jedna przykaz, ze muszą grać dopuki nie wróce na sale z wojtasem, HA! Wielkie moje zdziwienie było, jak wróciłem zobaczyłem winczego za perka i wiele dziwnych innych, rzeczy. No ale chłopcy dali rady zamiast grac 40 minut planowo nadgonili soundkillersów i grali prawie półtora godziny. NIENEGATYWNI, oj zrobiliśmy show! Nie planowo obok winczego na scenie stanął Ralf i Maśki. Publika pod sceną bawiła się świetnie! młyny, pogo i takie tam! Po koncercie jeden z "tańcerzy" stwierdził, że tak ostatni raz bawił się na woodstcku. Kolejny koncert 20tego obaczymy. No i najważniejsze: Z okazji dnia Kobiet Wszystkim Kobietą, życzę wszystkiego najlepsze i samych przyjemnych chwil w życiu osobistym zawodowym rodzinnym imprezowym... :*
niedziela, 02 listopada 2008
Życie, które mnie wybrało...
To jeden z tytułów, które znalazły się na fotoblogu mojego kumpla. Fotoblogi to takie dziwne. Przecież fajnie pisać jako np ksiazebrzr wielu z Was nie wie kim jestem, a ci co wiedzą to znają też mój wygląd. W sumie, jeżeli ktoś fajnie wygląda to spoko może se zakładać fotobloga. Ja jednak sobie odpuszcze tego rodzaju blogi. No, czas powrócić do naszego tytułu. Czy życie nas wybiera, czy my możemy sobie ułożyć życie wg nas. Ha wierze w Boga. Musze to zaznaczyć bo kiedyś ktoś mi powiedział fajne hasło: "Chcesz rozśmieszyć Boga, zdradź mu swoje plany na przyszłość". Nawiązując to tego cytatu możemy śmiało powiedzieć, że obojętnie co będziemy robić to i tak co ma się zdażyć to się zdaży. No i teraz realistyczne pytanie: jeżeli bym olał nauke do prawka czy byłbym dziś kierowcą? Jeżeli mam zostać kierowcą to po co zdobywałem zawód chemika, który znacząco różni się od tego co teraz robie. Kto to wie...
niedziela, 28 września 2008
Halemba sławna w Polsce
No w sumie to chodzi o płeć piękną zamieszkującą Halembę. Kiedyś jadę na A4, któryś z kierowców zapytał jak dostać się na KWK Halemba. Jako, że Ralf lubi gadać przez CB to od razu wrzucił mu coś typu "Yoyo my tyż z halemby" w sumie nie wiele mam wspólnego z Halembą. Wywołało to oczywiście odzew na radiu. I tak w okolicach 219 km autostrady A4 kierowcy od razu dorzucili, że:"Dziołchy z Halemby najlepiej biorą do gę...". Skąd wiedzą, niewiem? Czy mają rację... też niewiem... a może Wy wiecie?
Powoli do przodu.
A życie płynie, jak to mawia Bogdan, czas nie siuśki nie zatrzymasz. Jestem po koncercie. Było fajnie oj miałem wielki stres. Może tego nie było widać, ale do momentu dopuki gitara leżała z boku to zero stresu. Założyłem gitarę na ramie i się zaczęło. W sumie to sam se zawaliłem. Mogłem posłuchać Jańcie i lekko nagłośnić jego gitarę. słyszał bym go na drugim końcu salki gdzie stałem. Gdyby nie winczi po środku to bym widział jak szybko i kiedy co gra. Nie jestem zadowolony bo wiem, że stać mnei było na więcej. Do tego jeszcze to wszystko nie miało brzmieć tak jak brzmiało. Brakowało tam osoby, która siadła by za sterami. No ale jakoś poszło. Zszokowały mnie komentarze po koncercie. W ogóle miałem wrażenie, że część ludzi przyszła zobaczyc mnie na basie. No ale dzięki Winczemu, Jancii, Wojtasowi koncert się udał. Spełniło się, moje marzenie. Zagrałem na koncercie. Wyciol, stwierdził mi, że było spoko naprawdę mi to wychodziło. To wielki zaszczyt usłyszeć takie słowa z jego ust. Wczoraj znów temat pojawił się w męskim gronie przy piwku. No i głos zabrał nosi, na codzień muzyk. Nie słyszał mnie ale powiedział jedno, można się nauczyć dzwięku, ale nikt w ciągu 3 tygodni nie zostatnie basistą. po 3 może nie, ale całe zycie przedemną.
|